Franciszek, który od kilkunastu lat mieszkał w niewielkiej altance wrócił do rodziny. Bliskich nie widział od 40 lat
Oława/Lubrza
I zdarzył się cud...
Pod koniec marca otrzymał dowód i obiecał, że zacznie nowe życie. Przez kilkanaście lat mieszkał na obrzeżach miasta. Do Oławy przyjechał z Lubrzy. Z rodzinnego domu wyszedł 40 lat temu. Od tamtej pory żył w samotności. Bliscy nie wiedzieli gdzie jest. Nie chciał zdradzić tajemnicy odejścia.
Za namową strażników zdecydował się napisać list do rodziny. To był pierwszy krok. Na rozmowę telefoniczną nie był gotowy. Korespondował regularnie, dostał też zdjęcia bliskich. Bardzo się wzruszył, ale nie chciał się spotkać. Wciąż miał w sobie blokadę. Nie chciał też, żeby rodzina wiedziała, w jakich warunkach żyje.
Bliscy nie odpuszczali. Franciszek mówił, że jeśli nagle przyjadą, on ucieknie. Bał się tej konfrontacji. Zbliżała się Wielkanoc. Eugeniusz Kisielewski ze Straży Miejskiej odebrał telefon, że rodzina przyjedzie i zabierze Franciszka na święta. - Ostrzegałem ich, że wciąż się wzbrania przed tą wizytą - mówi Eugeniusz. - Nie odpuszczali, chcieli zaryzykować mimo wszystko.
Przyjechali w Wielki Piątek. Bolesław poszedł pierwszy na spotkanie z bratem. Strażnik miejski jeszcze raz uprzedził, że Franciszek wciąż nie jest przygotowany na wizytę i jego reakcja może być nieprzewidywalna. I taka była...
- Kiedy zobaczył Bolesława, emocje wzięły górę - mówi Krystyna, przyjaciółka rodziny. - Nie widział brata kilkadziesiąt lat. To był przełomowy moment. Łzy, radość, wzruszenie. W jednej chwili pękły wszelkie blokady. Franciszek dał się namówić na świąteczną wizytę w rodzinnej Lubrzy.
Pani Krystyna odgrywa w tej historii bardzo ważną rolę. To dzięki niej doszło do spotkania. Wiedziała, że rodzina wciąż poszukuje Franciszka. Zawsze starała się im pomóc. Kiedy wniosek o wydanie dowodu osobistego dla Franka trafił do Urzędu Gminy Lubrza, dowiedziała się o tym.
- Pracuje tam ktoś z mojej rodziny - tłumaczy. - Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy usłyszałam, że Franciszek się znalazł. Postanowiłam, że teraz trzeba zrobić wszystko, żeby doszło do spotkania. Takiej szansy nie można było zmarnować. Wspólnie z Eugeniuszem Kisielewskim wytyczyliśmy sobie cel. Ani na chwilę nie zwątpiłam w to spotkanie. Tylko wiara w spełnienie marzeń daje nadludzkie możliwości. Zdarzył się prawdziwy cud...
Pierwszego dnia pobytu w Lubrzy Franciszek zjadł rodzinny obiad. Przy stole usiadł m.in. z trzema siostrami i bratem. Obiad skończył się o drugiej w nocy. - Rozmowom nie było końca - cieszy się Krystyna. - Nie mogli się nacieszyć. Franciszek niezwykle się otworzył. Wspominał dawne czasy, gdy wszyscy byli dziećmi...
Zapadła decyzja. Franciszek obiecał, że zostanie z rodziną na zawsze. Od lat czekała na niego kawalerka, która pozostała po zmarłym bracie. Po Świętach Wielkanocnych przyjechał do Oławy. Spakował się, zamknął altankę na kłódkę i poszedł pożegnać się ze znajomymi z ulicy Bażantowej. Kiedyś pomagał im w drobnych pracach przy gospodarstwie.
- Oddał kilka cenniejszych rzeczy i powiedział, że wraca do rodziny - mówi mieszkanka. - Był bardzo szczęśliwy. Wygląda na to, że rzeczywiście zostanie tam na zawsze.
Na początku kwietnia Franciszek odebrał dowód tożsamości, w którym nie było miejsca zameldowania. Teraz może złożyć wniosek o wydanie nowego. Od dwóch tygodni jest zameldowany w swojej kawalerce.
- Kiedy wrócił do rodziny, wszystko się zmieniło - dodaje Krystyna. - Obserwuję ich i widzę, jak promienieją. Całe dnie są razem, żartują, cieszą się sobą. Gdyby mogli, w ogóle nie chodziliby spać. Do drugiej w nocy oglądają telewizję i wciąż rozmawiają...
Tekst i fot.: Agnieszka Herba
powiatowa@gmail.com

Wiatr: 11 km/h 


Lżej sie robi na sercu gdy czyta się takie szczęśliwe zakończenia:)) Powodzenia Wszystkim życzę:))
Nie oceniajcie! W życiu bywa różnie? Każdy człowiek to inna psychika i inne zachowania i inne okoliczności? Fajnie, że tak się skończyło.
do ~~nn~~żyję trochę na tym świecie ale nie pamiętam aby ,,,za komuny dostawało się mieszkania ,,,??????
Bardzo dobrze, że są tacy ludzie jak Pan strażnik którzy chcą pomagać innym,i zajeli się sprawą do końca. A Panu Franciszkowi i jego Rodzinie życzę tylko szczęścia.
Joker, cud to będzie, gdy Franz Oktober sam z siebie ze swojej altanki obok "Sobieskiego" do domu, do nauczycielstwa na stałe wróci! Wtedy byłby to pierwszy realny (faktycznie nierealny) cud, który przyczyniłby się do prawdziwej fali nawróceń do ... szkolnictwa naszych politycznych elyt :)) chłe! chłe! chłe!
Do moniki ,ty nie wiesz co mówisz,ten człowiek pracował,był w wojsku ,był radnym.ZA KOMUNY DOSTAWAŁO SIĘ MIESZKANIA.Funkcjonował w społeczeństwie.Gdyby tylko chciał ,żyłby inaczej.Niejeden był w gorszej sytuacji ale chciał coś zmienić ,nie czekał aż ktoś za niego coś zrobi.
żeby jeszcze ten główny Franciszek wrócił na wieś,eh, marzenie.
A ja tam sie ciesze ze p.Franciszek wrócił do domu kazdy powinien miec swoj kat a nie tak jak teraz jest ze mlodzi nie maja straru w przyszlosc
do nn: Jeżeli nie masz o czymś pojęcia, po prostu nie zabieraj głosu. Nie wszyscy, którzy znaleźli się w takiej sytuacji, są tam na własne życzenie. Franek miał trudne przeżycia, o któryych nie każdemu opowiada. Nie zawsze ląduje się na śmietniku z własnej woli.
Nie warto oceniac, jeżeli sie nie wie, tak łatwo rzuca się słowa, tylko po to, żeby cokolwiek napisac. Przykre
Te słynne cudy na Oławskich altankach nie maja końca.
http://wiadomosci.onet.pl/2701,2159681,wojt_zawinil__mieszkancy_zaplaca,wydarzenie_lokalne.html
Pozdrawiam Pania serdecznie,artykul napisany jest z wyczuciem taktu i emocji ,jakie staly sie udzialem rodziny.Franciszek jest juz w swoim mieszkanku ,szczesliwy,otoczony rodzina-snuje plany na przyszlosc.NAJWAZNIEJSZE ZE JEST.
Nikt się nie urodził na ulicy.Każdy miał dom,na własne życzenie go stracił,odpowiadało mu życie bez obowiązków. Mamy coraz więcej bezdomnych ,którzy wybrali śmietniki , piwnice,klatki,a przede wszystkim alkohol.